czwartek, 5 marca 2015

Allie

Hej!!! Tak jak obiecywałam, mam dla was nowe opowiadanie. Jak już pisałam będą one jednoczęściowe. Mam nadzieję że wam się spodoba. miłego czytania. Po koniec postu jest ważna informacja.
_______________________________________


        Jestem Allie, mam 16 lat, chodzę do trzeciej klasy gimnazjum. Oto moja historia…
             W pierwszej klasie przyszedł do szkoły nowy chłopak, był wysoki, miał czarne włosy, piękne oczy i delikatne rysy twarzy. Jego imię brzmiało Carter. Razem z moją paczką postanowiliśmy wziąć go pod swoje skrzydła i oswoić z życiem szkoły. Podeszliśmy, przedstawiliśmy się kolejno, Jo, Lucas, Gabe i ja. Zmierzył nas po kolei wzrokiem, kończąc na mnie. Jego wzrok zatrzymał się na dłuższą chwilę. 
              Był w porządku, był miły i zabawny, dołączył do naszej paczki. Mijały tygodnie, a my zaprzyjaźnialiśmy się. Carter często odprowadzał mnie do domu po zajęciach, ponieważ mieszkał niedaleko.

 Pewnego razu, gdy staliśmy pod moim domem, na pożegnanie pocałowałam go w policzek. Myślałam że prawidłowo odbierze sygnał, że zależy mi na nim, lecz tak się nie stało. Następnego dnia, w szkole w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy. Zauważyłam jednak, że zaczął zadawać się z Katie, pudrowaną lalunią.
 Tygodnie mijały, a mnie brakowało chwil spędzonych w towarzystwie Cartera, chciałam żeby było inaczej. Zaczynałam rozumieć, że go lubię, nawet bardziej niż lubię. Ja go kocham.
              Kończąc pierwszą klasę, zdecydowałam się powiedzieć mu co do niego czuję. Zaczepiłam go na przerwie, zapytałam czy możemy się spotkać w wakacje, w parku niedaleko mojego domu, zgodził się. Z niecierpliwością czekałam na ten dzień. 
            Wyszłam trochę wcześnie, postanowiłam się przejść i przemyśleć, co dokładnie chcę mu powiedzieć, krążąc tak pomiędzy drzewami zauważyłam parę całującą się pod drzewem. Pomyślałam jakimi są szczęściarzami, mając siebie nawzajem. Przyjrzałam im się bardziej i doszłam do wniosku że to Katie i … Carter.
 Moje serce rozbiło się na miliony małych kawałeczków, pod powiekami zebrały mi się łzy. Żeby zapobiec kompromitacji, szybko pobiegłam do domu, zamknęłam się w pokoju, rzuciłam się na łóżko i rozpłakałam w poduszkę. 
            W drugim miesiącu wakacji, w sklepie wpadłam na Cartera i Katie, trzymających się za ręce. Chłopak zapytał się dlaczego nie przyszłam na spotkanie i co chciałam mu wtedy powiedzieć. Odparłam, że to już nie ma znaczenia, czując, że łzy napływają mi do oczu, pożegnałam się powstrzymując rozlew niepożądanej słonej substancji i szybkim krokiem ruszyłam w stronę w domu.
             Po rozpoczęciu roku szkolnego coraz trudniej było mi patrzeć na Cartera i jego lafiryndę. Zaczęłam go unikać i próbowałam olewać. Kilka razy zaczepiał mnie na korytarzu i pytał czemu go unikam na każdym kroku, a odpowiedz była prosta bo go kochałam, a on wybrał inną, łamiąc mi tym serce, chociaż nie wiedział że to robi bo nie wiedział co czuję.
             Spędzając czas razem całą paczką, nie odzywałam się od niego, a gdy nasze spojrzenia się spotykały, szybko odwracałam wzrok. On natomiast słuchając jakichś wypocin Geba przyglądał mi się uważnie, ja udawałam że tego nie zauważam, udawałam. że nie widzę tych jego pięknych szarych oczu. 
            Tak wyglądałam cała druga klasa i początek trzeciej, aż do ogłoszenia balu na zakończenie szkoły. Wraz z Jo zaczęłyśmy poszukiwania odpowiednich sukien, nie przejmując się tym, że pójdziemy na bal same. Lecz, tak naprawdę nie byłyśmy samotne, bo miałyśmy siebie. Gdy w końcu nadszedł ten wyczekiwany dzień, razem z Jo szykowałyśmy się u mnie w domu. Po męczących poszukiwaniach znalazłyśmy odpowiednie stroje. Ja wybrałam białą sukienkę na wąskich ramiączkach, z czerwonym paskiem pod biustem. Natomiast Jo długą granatową prostą sukienkę z dużym wycięciem odsłaniającą całe plecy.
            Gdy wyszykowane dotarłyśmy na bal, wchodząc do sali wszystkie oczy zwróciły się w naszym kierunku, ja natomiast szukałam Cartera, odnalazłam go w tłumie uczniów wpatrującego się we mnie i Jo. Wzięłam przyjaciółkę przyjaźnie pod rękę i ruszyłyśmy do wolnego stolika, oznaczonego naszymi imionami. 
              Sala balowa wyglądała jak z bajki. Przestronne wnętrze w sufitem na co najmniej osiem metrów, z którego zwisały kremowe zasłony niczym welon panny młodej. Wszędzie porozstawiane były szklane wazony z białymi pięknymi różami. Tak rozglądając się po sali zauważyłam Cartera kłócącego się z Katie. Po czym ona wkurzona tupnęła nogą i ruszyła w stronę wyjścia, po chwili zniknęła za ogromnymi drzwiami.
             Spojrzałam ponownie w kierunku gdzie przed chwilą stała para, teraz stał tam sam Carter. Gdy mnie dostrzegł uśmiechnął się nieśmiało i lekko wzruszył ramionami na znak zrezygnowania. Po czym podszedł do mnie i wyciągnął rękę prosząc do tańca. Poszliśmy na środek parkietu, poruszając się w wolnym rytmie muzyki, gdy w pewnym momencie szepnął mi do ucha:
-Właśnie zerwałem z Katie- gdy to powiedział w duchu zaczęłam skakać z radości.- Musze Ci coś powiedzieć.- odsunęłam się trochę od niego tak by móc spojrzeć mu w oczy- Już od dawna chciałem Ci to powiedzieć.- wahał się.
- Powiedz, spokojnie- uśmiechnęłam się lekko, by dodać mu otuchy- Bez nerwów, wiesz że możesz mi wszystko powiedzieć, w końcu się kumplujemy.
- No właśnie w tym problem...- przerwał by pomyśleć nad resztą zdania- Ja... Ja nie chcę... Ja nie chcę być tylko twoim kumplem.- wciągnął głęboko powietrze i powiedział na jednym wydechu- Kocham Cię, od początku cię kochałem.-skończył mówić w jego oczach widziałam strach i nadzieję.
- A Katie?-jednak mimo jego słów nadal miałam wątpliwości.
- Katie to wielka pomyłka, zacząłem z nią chodzić, by zapomnieć o Tobie, by byliśmy przyjaciółmi, a ja nie chciałem cię stracić. Lecz po jakimś czasie ty i ja zaczęliśmy się od siebie oddalać, a ja nic z tym nie zrobiłem i żałuję że tak się o potoczyło. Żałuję że nie powiedziałam Ci wcześniej.- patrzył na mnie tymi swoimi pięknymi oczami. Widziałam w nich czułość, nadzieję i miłość.
- Wiesz co ja też muszę Ci coś powiedzieć- zaczęłam. Zrobił dziwną minę przewlekaną strachem. Jednak mimo jego wyrazu twarzy kontynuowałam.- Pamiętasz jak w wakacje mieliśmy się spotkać?- kiwnął głową twierdząco.- Wtedy chciałam Ci coś powiedzieć, coś co było dla mnie ważne nadal jest... -przerwałam na chwilę nie wiedząc jakich słów użyć- … chciałam Ci powiedzieć co do Ciebie czuję, lecz przyszłam nie w porę i zobaczyłam Was, Ciebie i Katie całujących się pod drzewem – W tym momencie muzyka ucichła, wszyscy zaczęli bić brawo zespołowi który grał. Carter ujął moją dłoń i poprowadził do wyjścia, nie wiedząc co chce zrobić bez słowa sprzeciwu ruszyłam za nim, drugą ręką podtrzymując suknię by jej nie przydepnąć. Wyszliśmy z sali skierowaliśmy się w ciemniejszą stronę za budynkiem.
- Tutaj będzie spokojniej.- powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Kocham Cię- powiedziałam bez zastanowienia .
Po tych słowach Carter delikatnie dotknął mojego policzka, kciukiem gładził kości policzkowe. Po czym przysunął się bliżej, drugą ręką niepewnie obejmując mnie w talii, lekko przyciągając do siebie. Po chwili wahania pochylił się i poczułam jego gorące wargi na moich ustach, pocałunek był delikatny lecz pełen namiętności. Czułam jak podczas pocałunku się uśmiecha. Po chwili odsunął się na tyle bym mogła spojrzeć mu w oczy. 
- Ja też Cię kocham- odparł cały rozpromieniony, przyciągając mnie pewnie do siebie i przytulając, zarzuciłam mu ręce na szyje i wtuliłam się w jego bezpieczne ramiona. 
Kochałam go, a on kochał mnie i tylko to w tamtej chwili się liczyło, ja i on. Chociaż straciliśmy tyle czasu, nie mówiąc sobie co czujemy, jesteśmy szczęśliwi że tak to się potoczyło i mam wielką nadzieję że będziemy ze sobą tak bardzo szczęśliwi jak teraz. Tak się przedstawia moja historia, która okazała się być naszą historią.
___________________________________________
I jak się podoba. Mam szczerą prośbę, bo nie wiem czy jest sens dalej prowadzić bloga skoro nie wiem czy ktoś w ogóle go czyta. jeśli czytasz zostaw pod tym postem komentarz, nawet anonimowy.



czwartek, 26 lutego 2015

Przepraszam

Hej! Po długiej przerwie mogę wam to w końcu napisać. Kończę z tym opowiadaniem nie mam pomysłu co dalej mogło by się toczyć z bohaterami. Jednak nie kończę z pisaniem. Myślę nad krótkimi opowiadaniami podzielonymi np. na 2 lub 3 części. Mam nadzieje że mi wybaczycie i będziecie dalej obserwować mojego bloga dy dodam jakieś opowiadanie. Jeszcze raz bardzo przepraszam.

wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział VI

Hej!!! W końcu następny rozdział, po dość dłuższej przerwie czas na dalsze losy bohaterów. Mam nadzieję że wam się spodoba. Miłego czytania. :)
______________________________________
Pierwszego dnia nauki byłam strasznie zagubiona, nie wiedziałam jak to będzie, czy inni z klasy mnie zaakceptują? Gdy weszłam do szkoły zobaczyłam mnóstwo ludzi biegających po korytarzu, wszyscy krzyczeli było strasznie głośno. Powiedziano mi że przed lekcjami mam podejść do sekretariatu gdzie powiedzą mi gdzie mam iść. No i kolejny problem, gdzie jest sekretariat? Chciałam się kogoś zapytać zaczepiłam kilka osób ale one nie zwracały na mnie uwagi, podeszłam do jakiegoś chłopaka który był odwrócony plecami do mnie, poklepałam go po ramieniu.
-Hej! To ty ta nowa …. Zoey?- zapytał się chłopak którego już wcześniej widziałam.
-Tak, a ty to Brandon.- powiedziałam- Mam taką małą prośbę możesz mi pokazać gdzie jest sekretariat?- zapytałam z nadzieją.
-Jasne, musisz iść tym korytarzem w prawo, i po lewej stronie prawdopodobnie czwarte drzwi, zresztą są podpisane. Powodzenia.- powiedział szybko.
Poszłam w stronę którą pokazał mi Brandon, znalazłam drzwi. Weszłam do środka przedstawiłam się pani siedząca za biurkiem podała mi kilka kartek. Grzecznie podziękowałam i wyszłam. Przeglądając papiery, znalazłam plan lekcji, co za szczęście bo nie wiem gdzie mam iść, spojrzałam na kolumnę podpisaną że to wtorek. Przeanalizowałam tabelkę, wywnioskowałam że pierwsza lekcja to chemia w pracowni chemicznej pod numerem 84. Jak widziałam szkoła ma trzy piętra, tylko na którym jest sala 84. Na parterze raczej nie więc weszłam na pierwsze piętro, na moje szczęście pracownia chemiczna znajdowała się obok schodów, na moje nieszczęście było już dawno po dzwonku. Podeszłam do drzwi zapukałam, tak jak przystało, weszłam do klasy, przeprosiłam za spóźnienie, wytłumaczyłam że jestem nowa i nie mogłam znaleźć klasy, pani była bardzo miła, powiedziała że nic się nie stało powiedziała że mam usiąść obok Brandona. Rozejrzałam się po klasie, gdy usłyszał swoje imię aż się uśmiechnął.
-Zapraszam w moje skromne progi.- powiedział śmiejąc się- Niech pani się nie martwi zaopiekuję się nią. - ponownie się uśmiechnął i spojrzał na mnie.
-Hej znowu na siebie wpadamy.- powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
-Jesteś nowa, więc mnie jako wzorowemu uczniowi przypadnie zaszczyt oprowadzenia cie po szkole.
-Dzięki przyda mi się przewodnik.- odpowiedziałam. Odwróciłam się w stronę tablicy z zamiarem słuchania tego co mówi pani profesor. Jednak nie za bardzo mi wchodziło to słuchanie, wiem pierwsza lekcja to tylko PSO i w ogóle nic ważnego, ale chciałam się skupić na czym innym niż na Mike'u. Bardzo za nim tęsknię, nawet nie wiem w jakiej on jest klasie, obyśmy byli razem w jednej. Zadzwonił dzwonek, nareszcie. Razem z Brandonem wyszliśmy z pracowni, spojrzałam na plan, następna lekcja to matematyka w sali 79. Przechodząc przez hol Brandon opowiadał mi o ludziach którzy siedzą pod ścianami
-Widzisz tą lalunię, blondyna, niebieskie krótkie spodenki.- zapytał.
-Tak, kto to?
-Nazywa się Katy Morgan, ale wszyscy mówią na nią „Pink lady”. Nie wiem skąd wzięło się to przezwisko, ale jak wszyscy tak mówią... jest to rodzaj puszczalskiej, chodziła z połową szkoły, a co najlepsze legendy głoszą że ona nigdy z nikim nie zerwała, tylko z nią zrywają.- powiedział śmiejąc się.- Widzisz tamtą grupę nerdów?- kiwnął głową w kierunku chłopaków w okularach.
-Tak, widzę.- powiedziałam zaciekawiona tym co opowiada.
-To są świry, nie podchodź do nich jeśli chcesz być lubiana.- powiedział z powagą w głosie.
-Ok będę pamiętać- zaśmiałam się.
Nim się zorientowaliśmy byliśmy już pod pracownią matematyczną. Dzwonek zadzwonił, po chwili pojawiła się nauczycielka, wyglądała na miłą. Weszliśmy do klasy, oczywiście usiadłam z Brandonem w trzeciej ławce pod ścianą. Pani zaczęła swój wykład lecz niektórzy nie chcieli tego słuchać. Grupka chłopaków ubranych w dresy wyjęli telefony i włączyli jakąś muzykę. Pani nie zwracała na to uwagi wyjęła telefon i zadzwoniła do kogoś. Chłopacy nadal słuchali muzyki, gdy przyszedł jakiś mężczyzna, jak go zauważyli od razu wyłączyli i schowali telefony. Brandon szepnął mi do ucha że to vice dyrektor. No to będą mieli przerąbane, po ich minach widać było że się go boją. Dyrektor zabrał im telefonu, powiedział że odda im je pod koniec roku szkolnego, to długą będą musieli czekać. Przed wyjściem powiedział że jeżeli jeszcze raz dowie się ze ktoś używa telefonu w czasie lekcji to zrobi to samo co z ich telefonami. Przez wszystkie zajęcia siedziałam z Brandonem, na przerwach cały czas gadaliśmy. Powiedział że ma psa który nazywa się Princessa, ponieważ tak chciała jego młodsza siostra Lili. Ja bym nie dała tak na imię psu. Polubiłam Brandona wydawał się być prawdziwy, po prostu był sobą nie udawał kogoś kim nie jest, właśnie to w nim polubiłam.
________________________________
Tak na zakończenie piosenka którą uwielbiam. Swoją opinię na temat posta zostaw w komentarzu.



poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział V

Hej!!! Chcę was bardzo przeprosić za tak długą nieobecność, ale jest teraz taki czas że mam strasznie wiele do zrobienia i nie za bardzo mam teraz wenę twórczą. Ale to już koniec tłumaczeń, mam nadzieję że rozdział wam się spodoba. Miłego czytania.
_______________________________________________


 Przed ciszą nocna opiekun przyszedł zgasić światło, więc wyłączyłam telewizor i ułożyłam się wygodnie na łóżku, zamknęłam oczy, chciała zasnąć nie myśląc o nim. Jednak nie tak łatwo było o nim zapomnieć, ponieważ po upływie dłuższej chwili, przyszedł do mojego pokoju. Wparował, jakby nigdy nic, zamknął za sobą drzwi. Zapaliłam lampkę przy łóżku. Wstałam, podeszłam do niego.
-To było spontaniczne, ten pocałunek. Nie wiem jak cię za to przeprosić...-zaczął nawijać jak nakręcony, nie mogłam się skupić na tym co do mnie mówi, zaczęłam do niego powoli podchodzić gdy już staliśmy twarzą w twarz przerwałam mu jego zawiłą przemowę.
-Zamknij się.- powiedziałam z uśmiechem na twarzy, po czym wpiłam mu się w usta, przez chwilę był zdziwiony ale odwzajemnił pocałunek przyciągając mnie bardziej do siebie, swoje ręce ulokował na mojej talii, ja zaś swoje owinęłam wokół jego szyi. Po chwili oderwał się od mnie, spojrzał mi w oczy i powiedział:
-Teraz mamy o czym rozmawiać.- powiedział wesołym tonem, na jego słowa się uśmiechnęłam tylko po to by znowu go pocałować. Rękami błądził po moich plecach, sprawiając mi tym wielką przyjemność. Po już dłuższym pocałunku oderwałam się od niego.
-Musisz już iść..-powiedziałam mu w usta, i lekko pchnęłam w kierunku drzwi.
-Jeszcze nie, mam dużo czasu.- powiedział, ponownie składając na moich wargach krótki pocałunek.
-Nieważne, chce spać, idź już, Przyjdź po mnie rano pójdziemy razem na stołówkę.- Powiedziałam z uśmiechem i wypchnęłam go za drzwi.
Czas mijał, a ja nie wiedząc czemu ale chyba się w nim zakochałam, do końca obozu zostały dwa dni, chciałam je wykorzystać najlepiej jak potrafię, jakby to był mój ostatni dzień życia. Umówiliśmy się że przyjdzie po mnie i pójdziemy na spacer po okolicy. Gdy już byłam gotowa by wyjść, przyszedł Mike i trzymając się za ręce wyszliśmy z hotelu. Spacerowaliśmy po lesie niedaleko naszego tymczasowego miejsca zamieszkania.
-Co będzie gdy wrócimy?- zapytałam niepewnie.
-Będziemy razem, nieważne co się stanie.- powiedział spokojnie- znajdziemy sposób by się spotykać. Skończysz szkołę w Seaford, i przeniesiesz się do Stanford. Wtedy już bez przeszkód będziemy mogli być razem.
-Wiem, ale przed nami jeszcze dwa lata, to dużo czasu, boję się że...-przerwałam. Zatrzymał się, złapał mnie w talii i zapytał patrząc prosto w oczy.
-Czego się boisz?
-Że Cię stracę, że znajdziesz sobie inną, lepszą od mnie.- powiedziałam szybko prawie się rozklejając.
-Nigdy Cię nie zostawię, obiecałem, pamiętasz? Poza tym nie ma lepszej od ciebie.- powiedział, głaszcząc mnie po policzku
-Wiem pamiętam, ale to aż dwa lata. Wiele może się zmienić.- powiedziałam patrząc prosto w jego oczy.
-Nic się nie zmieni obiecuję.- znowu obiecał. Po czym przysunął się do mnie by mnie pocałować, w tym momencie zaczęło padać, on nie zareagował na ten deszcz.
-Kocham Cię. -powiedział pewny tego co mówi.
-Ja ciebie też.-powiedziałam uśmiechnięta, mimo deszczu od którego byłam cała mokra. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował, ten pocałunek był inny od naszego pierwszego pocałunku, był namiętny i pełen pożądania. Gdy tak się całowaliśmy, niedaleko nas uderzył piorun, odsunęliśmy się od siebie. Mike spojrzała na mnie i powiedział.
-Lepiej chodźmy się schować.- po czym pociągnął mnie za rękę i szybko pobiegliśmy do hotelu, weszliśmy do środka, skierowaliśmy się do jego pokoju by mógł się przebrać. Weszliśmy do pokoju, było pusto wszędzie walały się jakieś ciuchy, gdy się przebierał, rozejrzałam się po pokoju. Na jednej z szafek przy łóżku zauważyłam zdjęcie. Podeszłam bliżej i zobaczyłam na fotografii dwie osoby był tam chłopiec który mógł mieć około 8-9 lat i dziewczyna od niego o mniej więcej połowę starsza, chłopiec przypominał Mika, a ona to chyba jego starsza siostra, ta siostra o której mi opowiadał. Wyszedł z łazienki, przebrany z uśmiechem na ustach, szybko odstawiłam zdjęcie na miejsce, podeszłam do Mika ucałowałam go szybko w usta i poszliśmy do mojego pokoju. W pokoju się przebrałam, siedzieliśmy u mnie na łóżku gadaliśmy do późna, czyli do ciszy nocnej. Opiekun który przeszedł by zgasić światło, Mike chciał wyjść.
-Zostań- powiedziałam prosząco- proszę.
-Ok zostanę- powiedział. Podszedł do łóżka, położył się obok mnie, leżeliśmy na „ łyżeczkę”- zostanę na zawsze.- powiedział mi szeptem do ucha i pocałował mnie delikatnie w szyje .
-Kocham cię.- powiedział cicho i pewnie.
-Ja ciebie też, nad życie.
Od tamtego czasu minęły dwa lata, przez ten czas cały czas pisaliśmy, nie było dnia bez rozmowy, rzadko się spotykaliśmy, mimo że mieszkaliśmy w tym samym mieście nie było kiedy się spotkać, obydwoje mieliśmy mnóstwo nauki, ostatni rok szkoły to wielkie wyzwanie. W wakacje spotkaliśmy się może ze 2 razy, zawsze albo mi nie pasowało albo jemu. Lecz nadal darzymy się tym samym ogromnym uczuciem którym darzyliśmy się dwa lata remu. Jest wrzesień, początek roku. Jednak wiedziałam że jeszcze nie spotkam się z Mikem, napisał mi niedawno że na koniec wakacji jedzie na obóz sportowy organizowany przez szkołę. Zobaczymy się dopiero za tydzień. Jak ja za nim tęsknie, bez niego zacznę nowy rok w nowej szkole w której nie znam nikogo. Gdy weszłam na plac apelowy ogarnęło mnie zakłopotanie, na sali było mnóstwo ludzi których nigdy nie widziałam. Zaczął się apel, dyrektorka mówiła swoją przemowę, wydawało mi się to być wiecznością. Nawijała o tym że są jacyś nowi nauczyciele, i o tym jakie nowe zasady będą nas obowiązywać przez następny rok szkolny, podała nam numery pracowni do których maja się udać dane klasy. Skończyła swą długą wymowę,udaliśmy się do klas. Weszłam do klasy rozglądając się za wolnym miejscem w ławce.

-Hej! Nowa!- ktoś krzyknął, odwróciłam się- tu jest wolne.- siedział tam chłopak z ręką w górze. Był to nawet przystojny chłopak o jasno brązowych włosach ułożonych na żel. Podeszłam do ławki, powiedziałam że mam na imię Zoey, on się przedstawił jako Brandon. Usiadłam na krześle i razem z innymi uczniami czekaliśmy na wychowawczynie. Siedząc rozglądałam się po klasie która była pełna blondynek szczerzących się do chłopaków, pewnie myślą że tym poderwą jakiegoś naiwnego chłoptasia. Przyznam że zadziwia mnie sposób podrywania przez dziewczyny, siedzą w miniówkach, noga na nogę, nakręcając włosy na palec wskazujący i chichocząc jak głupie. To odrobinę żałosne, one nie mają w ogóle pojęcia własnej wartości.
_________________________________
I co? Jak wam się podoba mi osobiście bardzo. Tak na koniec piosenka która bardzo mi się spodobała.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział IV

Hej! Po troszkę dłuższej przerwie czas na następny rozdział.
__________________________________________________________


 Obudziło mnie pukanie do drzwi, był to opiekun który chodził po pokojach i budził obozowiczów. Niechętnie wstałam udałam się do łazienki, przemyłam twarz zimną wodą by się obudzić. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam to czego nie chciałam więcej widzieć, siebie...
Ubrałam się, obowiązkowo założyłam koszulę z długim rękawem, by nie wzbudzać podejrzeń. Wyszłam na korytarz, zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam w stronę stołówki. Gdy przekroczyłam próg pomieszczenia, zauważyłam Mika siedzącego przy naszym stole. Nie chciałam z nim siadać, podeszłam do okienka gdzie wydają posiłki, wzięłam swoją porcję i podeszłam do stolika gdzie siedziała reszta dziewczyn z obozu.
-Hej mogę się dosiąść?- zapytałam z nadzieją w głosie i lekkim uśmiecham na twarzy.
-Jasne siadaj.- odpowiedziała brunetka siedząca na środku stołu na „honorowym” miejscu.
Nastała cisza przy stole, usiadłam obok, jakiejś tlenionej blondyny i zastanawiałam się czy to nie ona siedziała za mną w autokarze. Całkiem możliwe, nie wygląda na zbytnio mądrą jak na swój wiek. Zjadłszy śniadanie, kierownik ogłosił zbiórkę przed hotelem, po czym pozwolił nam iść do swoich pokoi. Pospiesznie wstałam z miejsca i wyszłam z stołówki. Jednak nie byłam jedyna reszta również skończyła posiłek i całą gromadą ruszyli na drzwi, mało co mnie nie zdeptali. Byłam w połowie schodów nagle poczułam uderzenie w plecy, z bólu upadłam i sturlałam się na sam dół. Na szczęście, albo nieszczęście spadłam na Mika. Leżeliśmy na ziemi i patrzeliśmy sobie w oczy. Nie chciałam przerywać tej chwili, ale niestety musiałam wstałam z podłogi, otrzepałam spodenki z kurzu i bez słowa poszłam do swojego pokoju. Nie odwróciłam się, ponieważ wiedziałam że na mnie patrzy.
Weszłam do pokoju, usiadłam na łóżku i włączyłam TV, ale nie mogłam się skupić na programie lecącym w telewizorze. Cały czas myślałam o nim, spadłam na niego i nawet go za to nie przeprosiłam, strasznie się z tym czułam. No ale tak nie wypada iść po czasie i przeprosić za przewrócenie kogoś ze schodów, więc chyba sobie odpuszczę te przeprosiny i będę żyłą dalej. Myślałam również o jego wczorajszym wyznaniu, o jego siostrze. To przykre znaleźć ukochaną osobę na zimnych płytach w łazience. Nikomu bym tego nie życzyła, nawet najgorszemu wrogowi. Myślałam o naszym niedoszłym pocałunku. Jak dalej by się potoczyły sprawy gdybyśmy się jednak pocałowali? Jednak nie dopuszczałam do siebie takiej myśli, dobrze zrobiłam odpychając go, nie jestem jeszcze gotowa na nowe związki, na nowe cierpienie. Kiedyś mnie bardzo skrzywdzono, kochałam go, a on bezczelnie mnie zdradzał przez cały czas za moimi plecami. Gdy ludzie się o tym dowiedzieli zaczęli gadać na mój temat jaka to ja jestem, że nie byłam dla niego wystarczająco dobra i dlatego znalazł sobie inną. Nie wytrzymywałam tego, ukojenia doznawałam z pomocą mojej metalowej przyjaciółki, ona nigdy mnie nie opuści.
Usłyszałam pukanie do drzwi, nie miałam ochoty na odwiedziny więc ściszyłam telewizor i udawałam że śpię na pewno ten ktoś się nabierze. Usłyszałam jak woła moje imię to był on, Mike. Jego tym bardziej nie chciałam widzieć nie teraz. Słyszałam jak otwiera drzwi i wchodzi do środka. Podszedł do mojego łóżka, mimo zamkniętych oczu widziałam cień. Kucnął obok mnie i pogłaskał mnie po głowie mówiąc:
-Jakaś ty piękna... szkoda że tego nie widzisz.... czemu sobie to robisz?- zadał pytanie retoryczne- Czemu się kaleczysz...?- ponownie pytanie retoryczne, przekręciłam się w jego stronę i powoli otworzyłam oczy. Nie chciałam by się nad mną litował, więc zrzuciłam jego rękę z mojej głowy i wykrzyczałam:
-Co ty tu robisz?! Nie pozwoliłam Ci wejść! Wynoś się!-nawrzeszczałam na niego, ale on się nie ruszał stał przy łóżku i się na nie patrzył.
-Spokojnie nic nie zrobiłem...
-Wynoś się!- przerwałam mu. On nic nie odpowiedział, odwrócił się i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Co ja zrobiłam, chciałam go zbywać, unikać, a nawrzeszczałam na niego, chociaż on na to nie zasłużył, nie zrobił nic złego. Nie mogę iść i przeprosić... albo pójdę przeproszę za moje zachowanie i powiem mu co o tym myślę, raz a dobrze. Wyszłam z pokoju z nadzieją ze szybko znajdę jego pokój, jednak nie musiałam go szukać. Mike siedział w fotelu na korytarzy przy moim pokoju. Podeszłam bliżej zapytałam czy możemy chwilę pogadać, ale on nie odpowiedział, wstał z fotelu i szybkim krokiem udał się do swojego pokoju. Jednak zdążyłam mu się przyjrzeć, oczy miał czerwone jakby od płaczu, ale policzki miał suche. Było mi jego żal, chciałam go przeprosić, jednak nic z tego nie wyszło. Zrezygnowana weszłam do swojego pokoju, usiadłam na łóżku. Zaczęłam myśleć o jego zachowaniu, pewnie się wkurzył. Pomyślał sobie że jestem taka jak inne, on mi powiedział swoją tajemnice, a ja to teraz wykorzystam ją by go obrazić lub dręczyć. Ja nie chciałam go urazić po prostu nie chcę cierpieć z powodu przelotnego uczucia które mogłoby się między nami zrodzić.
Minęły trzy dni, między nami nic się nie zmieniło. On był na mnie wkurzony, a ja próbowałam go przeprosić co zawsze kończyło się porażką. Nie mogłam dalej czekać aż on przestanie się za tamto gniewać.
Po kolacji gdy wszyscy zaczęli wychodzić ze stołówki, próbowałam go dogonić, ale niestety na marne schodząc ze schodów potknęłam się i znowu z nich spadłam, zaczęłam się zastanawiać czy to tylko ja mam takiego pecha, czy może jeszcze ktoś inny się tu kiedyś przewrócił, miałam nadzieje że tak. Prawie bym upadła na zimną podłogę, ale ktoś w porę mnie złapał, podniosłam głowę, po cichu mówiąc przepraszam. Okazało się że moim wybawcą znowu okazał się Mike.
-Hej!- powiedziałam z nadzieją w głosie i lekkim uśmiechem.- Możemy pogadać?- zapytałam od razu.
-Nie mamy o czym – odpowiedział, po czym odwrócił się i poszedł w stronę swojego pokoju.
-Ależ mamy.- mówiąc to szłam za nim.
-Niby o czym?- powiedział, zatrzymując się. Niestety nie zdążyłam się zatrzymać i wpadłam w jego ramiona, z rękami na jego klatce piersiowej, spojrzałam mu w oczy i zatraciłam się w kolorze jego tęczówek. Czułam jak moje serce przyspiesza, pod jego koszulką serce też szybko biło. Nasze twarze zaczęły się przybliżać, jego jedna ręka powędrowała na mój pas, a drugą przyłożył lekko do mojego lewego policzka, wtedy mnie pocałował. Pocałunek był delikatny a za razem pełny namiętności i uczucia. Lecz nie trwał długo, po krótkiej chwili, która się zdawała być wiecznością, odsunął się od mnie i szybko poszedł do pokoju. Ja stałam jak wryta nie mogłam się ruszyć, zaczęłam myśleć co się przed chwilą stało, w końcu do mnie dotarło. On mnie pocałował. Czemu to zrobił? Może coś do mnie czuje? No ale nie mam co się nad tym zastanawiać. Gdy już mogłam się ruszyć, poszłam do pokoju.

Weszłam do środka oparłam się o zamknięte drzwi i zsunęłam się po nich, usiadłam na zimnej podłodze, przymknęłam oczy palcami przejechałam po jeszcze ciepłych wargach, na samą myśl o tym co się przed chwilą stało uśmiechnęłam się. Czemu on mnie pocałował? Siedziałam tak przez dłuższy czas. Następnie wzięłam piżamę i udałam się do łazienki. Umyta położyłam się do łóżka zapaliłam lampkę nocną, włączyłam TV, ponieważ myśli w głowie nie dawały mi spokoju. Cały czas myślałam o nim, o tym co się wydarzyło, o pocałunku.  


__________________________________________________
Mam nadzieję że wam się spodobał. Mam dla was piosenkę przy której pisałam ten rozdział.