wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział VI

Hej!!! W końcu następny rozdział, po dość dłuższej przerwie czas na dalsze losy bohaterów. Mam nadzieję że wam się spodoba. Miłego czytania. :)
______________________________________
Pierwszego dnia nauki byłam strasznie zagubiona, nie wiedziałam jak to będzie, czy inni z klasy mnie zaakceptują? Gdy weszłam do szkoły zobaczyłam mnóstwo ludzi biegających po korytarzu, wszyscy krzyczeli było strasznie głośno. Powiedziano mi że przed lekcjami mam podejść do sekretariatu gdzie powiedzą mi gdzie mam iść. No i kolejny problem, gdzie jest sekretariat? Chciałam się kogoś zapytać zaczepiłam kilka osób ale one nie zwracały na mnie uwagi, podeszłam do jakiegoś chłopaka który był odwrócony plecami do mnie, poklepałam go po ramieniu.
-Hej! To ty ta nowa …. Zoey?- zapytał się chłopak którego już wcześniej widziałam.
-Tak, a ty to Brandon.- powiedziałam- Mam taką małą prośbę możesz mi pokazać gdzie jest sekretariat?- zapytałam z nadzieją.
-Jasne, musisz iść tym korytarzem w prawo, i po lewej stronie prawdopodobnie czwarte drzwi, zresztą są podpisane. Powodzenia.- powiedział szybko.
Poszłam w stronę którą pokazał mi Brandon, znalazłam drzwi. Weszłam do środka przedstawiłam się pani siedząca za biurkiem podała mi kilka kartek. Grzecznie podziękowałam i wyszłam. Przeglądając papiery, znalazłam plan lekcji, co za szczęście bo nie wiem gdzie mam iść, spojrzałam na kolumnę podpisaną że to wtorek. Przeanalizowałam tabelkę, wywnioskowałam że pierwsza lekcja to chemia w pracowni chemicznej pod numerem 84. Jak widziałam szkoła ma trzy piętra, tylko na którym jest sala 84. Na parterze raczej nie więc weszłam na pierwsze piętro, na moje szczęście pracownia chemiczna znajdowała się obok schodów, na moje nieszczęście było już dawno po dzwonku. Podeszłam do drzwi zapukałam, tak jak przystało, weszłam do klasy, przeprosiłam za spóźnienie, wytłumaczyłam że jestem nowa i nie mogłam znaleźć klasy, pani była bardzo miła, powiedziała że nic się nie stało powiedziała że mam usiąść obok Brandona. Rozejrzałam się po klasie, gdy usłyszał swoje imię aż się uśmiechnął.
-Zapraszam w moje skromne progi.- powiedział śmiejąc się- Niech pani się nie martwi zaopiekuję się nią. - ponownie się uśmiechnął i spojrzał na mnie.
-Hej znowu na siebie wpadamy.- powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
-Jesteś nowa, więc mnie jako wzorowemu uczniowi przypadnie zaszczyt oprowadzenia cie po szkole.
-Dzięki przyda mi się przewodnik.- odpowiedziałam. Odwróciłam się w stronę tablicy z zamiarem słuchania tego co mówi pani profesor. Jednak nie za bardzo mi wchodziło to słuchanie, wiem pierwsza lekcja to tylko PSO i w ogóle nic ważnego, ale chciałam się skupić na czym innym niż na Mike'u. Bardzo za nim tęsknię, nawet nie wiem w jakiej on jest klasie, obyśmy byli razem w jednej. Zadzwonił dzwonek, nareszcie. Razem z Brandonem wyszliśmy z pracowni, spojrzałam na plan, następna lekcja to matematyka w sali 79. Przechodząc przez hol Brandon opowiadał mi o ludziach którzy siedzą pod ścianami
-Widzisz tą lalunię, blondyna, niebieskie krótkie spodenki.- zapytał.
-Tak, kto to?
-Nazywa się Katy Morgan, ale wszyscy mówią na nią „Pink lady”. Nie wiem skąd wzięło się to przezwisko, ale jak wszyscy tak mówią... jest to rodzaj puszczalskiej, chodziła z połową szkoły, a co najlepsze legendy głoszą że ona nigdy z nikim nie zerwała, tylko z nią zrywają.- powiedział śmiejąc się.- Widzisz tamtą grupę nerdów?- kiwnął głową w kierunku chłopaków w okularach.
-Tak, widzę.- powiedziałam zaciekawiona tym co opowiada.
-To są świry, nie podchodź do nich jeśli chcesz być lubiana.- powiedział z powagą w głosie.
-Ok będę pamiętać- zaśmiałam się.
Nim się zorientowaliśmy byliśmy już pod pracownią matematyczną. Dzwonek zadzwonił, po chwili pojawiła się nauczycielka, wyglądała na miłą. Weszliśmy do klasy, oczywiście usiadłam z Brandonem w trzeciej ławce pod ścianą. Pani zaczęła swój wykład lecz niektórzy nie chcieli tego słuchać. Grupka chłopaków ubranych w dresy wyjęli telefony i włączyli jakąś muzykę. Pani nie zwracała na to uwagi wyjęła telefon i zadzwoniła do kogoś. Chłopacy nadal słuchali muzyki, gdy przyszedł jakiś mężczyzna, jak go zauważyli od razu wyłączyli i schowali telefony. Brandon szepnął mi do ucha że to vice dyrektor. No to będą mieli przerąbane, po ich minach widać było że się go boją. Dyrektor zabrał im telefonu, powiedział że odda im je pod koniec roku szkolnego, to długą będą musieli czekać. Przed wyjściem powiedział że jeżeli jeszcze raz dowie się ze ktoś używa telefonu w czasie lekcji to zrobi to samo co z ich telefonami. Przez wszystkie zajęcia siedziałam z Brandonem, na przerwach cały czas gadaliśmy. Powiedział że ma psa który nazywa się Princessa, ponieważ tak chciała jego młodsza siostra Lili. Ja bym nie dała tak na imię psu. Polubiłam Brandona wydawał się być prawdziwy, po prostu był sobą nie udawał kogoś kim nie jest, właśnie to w nim polubiłam.
________________________________
Tak na zakończenie piosenka którą uwielbiam. Swoją opinię na temat posta zostaw w komentarzu.



1 komentarz: