____________________________________________________________
Wrzesień, początek roku szkolnego.
Zoey zaczyna nową szkołę, liceum. Po dwóch latach spotka się z
chłopakiem którego kocha nad życie.
Dwa lata wcześniej. Właśnie rodzice
odwożą mnie na wakacje. Na pożegnanie mama całuje mnie w czoło,
żegnam się również ze swoją młodszą siostrą Rebekhą, ma 6
lat, jeszcze pamiętam dzień jej narodzin. Odwracam się w stronę
autokaru, idę w jego kierunku omijając ludzi obok. Podchodzę do
bagażnika, wkładam torbę. Gdy się odwracam by wsiąść napotykam
przeszkodę, jest to człowiek. Wysoki chłopak o ciemnych blond
włosach i oczach brązowych jak gorzka czekolada.
- Przepraszam- zastygam jak słup
soli- Nic Ci nie jest.
- Nie się nie stało– odpowiadam
szybko, i zatracona w tych pięknych oczach zapominam o całym
świecie. Po chwili wraca mi świadomość o wszystkim co się dzieje
wokół.- Cześć jestem Zoey.
- Cześć, jestem Mike- podaje mi rękę
- Miło mi Cię poznać- chłopak nie
zdążył nic odpowiedzieć bo weszłam do autokaru.
Widziałam go przez okno, żegnał się
z rodziną. Dobra stop. Gdzie są moi rodzice? Stoją niedaleko
pojazdu, macham im na pożegnanie. Zauważam że ten blondyn już tam
nie stoi, widzę go jak wchodzi rozgląda się za wolnym miejscem. W
końcu podchodzi do mojego fotela.
-Wolne?- Ja przytakuje, on siada- O
znowu na siebie wpadamy.- i uśmiechnął się. Siedzimy tak w
milczeniu. Aż autokar rusza, jeszcze kątem oka widzę rodziców
którzy mi machają i moją małą siostrzyczkę. Jechaliśmy tak w
ciszy, obydwoje nie wiedzieliśmy od czego zacząć rozmowy. W końcu
odważył się odezwać :
- Skąd jesteś?
- Mieszkam w Stanford to tak mała
miejscowość.- odpowiedziałam, starając się skupić na tym co
mówię.
-Tak wiem gdzie to jest, też tam
mieszkam. Na jakiej ulicy?
- Long Way Streat, a ty? Może
mieszkamy niedaleko siebie? - zadałam mu pytanie i z
niecierpliwością czekałam na odpowiedz.
- Na High Way Streat. Jak to możliwe
że się nigdy nie spotkaliśmy, gdzie chodzisz do szkoły? - nie
mogłam uwierzyć, mieszkaliśmy obok siebie i nigdy się nie
widzieliśmy.
- Chodzę do szkoły 61 tutaj w
Seaford- odpowiedziałam najmilej jak potrafiłam.
On tylko kiwną głową i uśmiechnął
się tym samym uśmiechem co wcześniej, ja odwróciłam głowę bo
było trochę niezręcznie. Zobaczyłam że już dawno wyjechaliśmy
z Seaford i że jesteśmy na jakiejś autostradzie. Droga prowadząca
donikąd, ciemny asfalt grzejący się w promieniach porannego
słońca. Przypomniała mi się piosenka Highway
to hel zespołu
AC/DC. Wzięłam słuchawki i zatraciłam się w melodii piosenki
którą uwielbiałam, oparłam głowę i patrzyłam w niezmierzoną
przestrzeń. Zasnęłam. Pogrążona w głębokim śnie, nie
wiedziałam co się dzieje. Przebudziłam się, czując że ktoś
mnie szturcha w ramię. Okazało się ze to on. Wyjęłam słuchawki
z uszu.
- Jest postój mamy 15 minut. Wychodzisz?- powiedział. Zastanowiłam
się szybko.
- Nie wolę zaczekać.- odpowiedziałam zaspana.
-
Ok, jak wolisz poczekam z tobą-
powiedział i uśmiechnął się ponownie. Nagle zrobił zdziwione
oczy, podążyłam za jego wzrokiem. Patrzył na mój nadgarstek, od
razu położyłam rękę i spojrzałam na niego. Nie chciałam mu
opowiadać dlaczego, bo za krótko się znamy. Czekał z pytającym
wzrokiem.
- Nie chcę o tym mówić- odpowiedziałam. Rany były świeże,
jeszcze dobrze się nie zagoiło. To się nigdy nie zagoi. W tamtej
chwili chciałam sobie przypomnieć dlaczego to robiłam, dlaczego to
robię? Nie pamiętałam dlaczego, wiedziałam przez kogo, on który
był kiedyś częścią mojego życia, zostawił mnie, oszukał. Nie
chciałam tak żyć, ale jeszcze nie odważyłam się tego zakończyć.
Wszyscy
wrócili do autokaru, poprawiłam się na siedzeniu i z powrotem
włączyłam muzykę by zapomnieć. Piosenka się skończyła, gdy
usłyszałam kolejną melodie od razu się rozkleiłam. Łzy
popłynęły mi z oczy. Starałam się je ukryć ale wyszło mi to za
dobrze, zauważył to.
-Hej,
hej co się dzieje? -przetarł opuszkiem palca pojedynczą
łzę która spłynęła mi po policzku- Wszystko dobrze? - czekał
na odpowiedz.
-Tak wszystko ok, to tylko wspomnienia- odpowiedziałam z żalem.
Nie wiem dlaczego ale po tym wydarzeniu poczułam że mogę mu
zaufać. Był inny niż reszta, zauważał mnie. Czułam się śpiąca
więc przymknęłam oczy i powoli usnęłam. Ze snu wybudziła mnie
dziura w tych naszych pięknych amerykańskich ulicach, zorientowałam
się że mam głowę na jego ramieniu. Chciałam się poprawić na
siedzeniu i usiąść normalnie ale on tylko powiedział.
-Ciii, śpij dalej- wypowiedział to spokojnie i szeptem,
uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy.
Obudziłam
się, nadal leżałam na jego ramieniu, podniosłam głowę
odwróciłam się
w jego kierunku z
uśmiechem na twarzy.
-Dzień dobry- powiedziałam.
-Witam, jak się spało?- zapytał .
-A powiem Ci że dobrze, jesteś bardzo wygodny.- zachichotałam.
-Jesteśmy już prawie na miejscu.-oznajmił.
-To dobrze bo trochę zdrętwiałam- zaśmiałam się i ziewnęłam
Dojechaliśmy na miejsce wszyscy zaczęli w pośpiechu opuszczać
autokar jakby się paliło, mi nie było śpieszno, zaczekałam aż
wszyscy wyjdą w tym czasie zebrałam swoje rzeczy i spokojnie
wyszłam z pojazdu. Podeszłam do bagażnika wyjęłam swoją torbę
i poszłam na zbiórkę gdzie mieliśmy się podzielić na pokoje,
okazało się że nastąpiła jakaś pomyłka i dwie dziewczyny
zapisano chociaż nie ma ich z nami, z czego wynikło że będę sama
w pokoju. Tym lepiej dla mnie, nie będę musiał wysłuchiwać jakie
to one mają cudowne życie, większość dziewczyn tutaj to puste
lale które jechały tu tylko po to by poznać fajnych chłopaków,
och jak wiele można się dowiedzieć słuchając ukradkiem rozmów
na siedzeniu za sobą.
_________________________________________________________________________________
Tak się prezentuje pierwszy rozdział. Mam ogromną nadzieję że wam się podoba. Zostaw w komentarzu swoją opinię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz