wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział I

Czas zacząć! Pierwszy rozdział napisałam jakiś czas temu, Mnie osobiście się podoba. Liczę na wasze komentarze. Tutaj znajdują się bohaterowie.
____________________________________________________________


Wrzesień, początek roku szkolnego. Zoey zaczyna nową szkołę, liceum. Po dwóch latach spotka się z chłopakiem którego kocha nad życie.
Dwa lata wcześniej. Właśnie rodzice odwożą mnie na wakacje. Na pożegnanie mama całuje mnie w czoło, żegnam się również ze swoją młodszą siostrą Rebekhą, ma 6 lat, jeszcze pamiętam dzień jej narodzin. Odwracam się w stronę autokaru, idę w jego kierunku omijając ludzi obok. Podchodzę do bagażnika, wkładam torbę. Gdy się odwracam by wsiąść napotykam przeszkodę, jest to człowiek. Wysoki chłopak o ciemnych blond włosach i oczach brązowych jak gorzka czekolada.
- Przepraszam- zastygam jak słup soli- Nic Ci nie jest.
- Nie się nie stało– odpowiadam szybko, i zatracona w tych pięknych oczach zapominam o całym świecie. Po chwili wraca mi świadomość o wszystkim co się dzieje wokół.- Cześć jestem Zoey.
- Cześć, jestem Mike- podaje mi rękę
- Miło mi Cię poznać- chłopak nie zdążył nic odpowiedzieć bo weszłam do autokaru.
Widziałam go przez okno, żegnał się z rodziną. Dobra stop. Gdzie są moi rodzice? Stoją niedaleko pojazdu, macham im na pożegnanie. Zauważam że ten blondyn już tam nie stoi, widzę go jak wchodzi rozgląda się za wolnym miejscem. W końcu podchodzi do mojego fotela.
-Wolne?- Ja przytakuje, on siada- O znowu na siebie wpadamy.- i uśmiechnął się. Siedzimy tak w milczeniu. Aż autokar rusza, jeszcze kątem oka widzę rodziców którzy mi machają i moją małą siostrzyczkę. Jechaliśmy tak w ciszy, obydwoje nie wiedzieliśmy od czego zacząć rozmowy. W końcu odważył się odezwać :
- Skąd jesteś?
- Mieszkam w Stanford to tak mała miejscowość.- odpowiedziałam, starając się skupić na tym co mówię.
-Tak wiem gdzie to jest, też tam mieszkam. Na jakiej ulicy?
- Long Way Streat, a ty? Może mieszkamy niedaleko siebie? - zadałam mu pytanie i z niecierpliwością czekałam na odpowiedz.
- Na High Way Streat. Jak to możliwe że się nigdy nie spotkaliśmy, gdzie chodzisz do szkoły? - nie mogłam uwierzyć, mieszkaliśmy obok siebie i nigdy się nie widzieliśmy.
- Chodzę do szkoły 61 tutaj w Seaford- odpowiedziałam najmilej jak potrafiłam.
On tylko kiwną głową i uśmiechnął się tym samym uśmiechem co wcześniej, ja odwróciłam głowę bo było trochę niezręcznie. Zobaczyłam że już dawno wyjechaliśmy z Seaford i że jesteśmy na jakiejś autostradzie. Droga prowadząca donikąd, ciemny asfalt grzejący się w promieniach porannego słońca. Przypomniała mi się piosenka Highway to hel zespołu AC/DC. Wzięłam słuchawki i zatraciłam się w melodii piosenki którą uwielbiałam, oparłam głowę i patrzyłam w niezmierzoną przestrzeń. Zasnęłam. Pogrążona w głębokim śnie, nie wiedziałam co się dzieje. Przebudziłam się, czując że ktoś mnie szturcha w ramię. Okazało się ze to on. Wyjęłam słuchawki z uszu.
- Jest postój mamy 15 minut. Wychodzisz?- powiedział. Zastanowiłam się szybko.
- Nie wolę zaczekać.- odpowiedziałam zaspana.
- Ok, jak wolisz poczekam z tobą- powiedział i uśmiechnął się ponownie. Nagle zrobił zdziwione oczy, podążyłam za jego wzrokiem. Patrzył na mój nadgarstek, od razu położyłam rękę i spojrzałam na niego. Nie chciałam mu opowiadać dlaczego, bo za krótko się znamy. Czekał z pytającym wzrokiem.
- Nie chcę o tym mówić- odpowiedziałam. Rany były świeże, jeszcze dobrze się nie zagoiło. To się nigdy nie zagoi. W tamtej chwili chciałam sobie przypomnieć dlaczego to robiłam, dlaczego to robię? Nie pamiętałam dlaczego, wiedziałam przez kogo, on który był kiedyś częścią mojego życia, zostawił mnie, oszukał. Nie chciałam tak żyć, ale jeszcze nie odważyłam się tego zakończyć.
Wszyscy wrócili do autokaru, poprawiłam się na siedzeniu i z powrotem włączyłam muzykę by zapomnieć. Piosenka się skończyła, gdy usłyszałam kolejną melodie od razu się rozkleiłam. Łzy popłynęły mi z oczy. Starałam się je ukryć ale wyszło mi to za dobrze, zauważył to.
-Hej, hej co się dzieje? -przetarł opuszkiem palca pojedynczą łzę która spłynęła mi po policzku- Wszystko dobrze? - czekał na odpowiedz.
-Tak wszystko ok, to tylko wspomnienia- odpowiedziałam z żalem. Nie wiem dlaczego ale po tym wydarzeniu poczułam że mogę mu zaufać. Był inny niż reszta, zauważał mnie. Czułam się śpiąca więc przymknęłam oczy i powoli usnęłam. Ze snu wybudziła mnie dziura w tych naszych pięknych amerykańskich ulicach, zorientowałam się że mam głowę na jego ramieniu. Chciałam się poprawić na siedzeniu i usiąść normalnie ale on tylko powiedział.
-Ciii, śpij dalej- wypowiedział to spokojnie i szeptem, uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy.
Obudziłam się, nadal leżałam na jego ramieniu, podniosłam głowę odwróciłam się w jego kierunku z uśmiechem na twarzy.
-Dzień dobry- powiedziałam.
-Witam, jak się spało?- zapytał .
-A powiem Ci że dobrze, jesteś bardzo wygodny.- zachichotałam.
-Jesteśmy już prawie na miejscu.-oznajmił.
-To dobrze bo trochę zdrętwiałam- zaśmiałam się i ziewnęłam

Dojechaliśmy na miejsce wszyscy zaczęli w pośpiechu opuszczać autokar jakby się paliło, mi nie było śpieszno, zaczekałam aż wszyscy wyjdą w tym czasie zebrałam swoje rzeczy i spokojnie wyszłam z pojazdu. Podeszłam do bagażnika wyjęłam swoją torbę i poszłam na zbiórkę gdzie mieliśmy się podzielić na pokoje, okazało się że nastąpiła jakaś pomyłka i dwie dziewczyny zapisano chociaż nie ma ich z nami, z czego wynikło że będę sama w pokoju. Tym lepiej dla mnie, nie będę musiał wysłuchiwać jakie to one mają cudowne życie, większość dziewczyn tutaj to puste lale które jechały tu tylko po to by poznać fajnych chłopaków, och jak wiele można się dowiedzieć słuchając ukradkiem rozmów na siedzeniu za sobą. 
_________________________________________________________________________________
Tak się prezentuje pierwszy rozdział. Mam ogromną nadzieję że wam się podoba. Zostaw w komentarzu swoją opinię. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz